Skip to main content
Amsterdam w maju 2020 roku: miasto bez turystów

Amsterdam w maju 2020 roku: miasto bez turystów

Pierścień kanałowy bez nikogo

Mam zdjęcie zrobione w maju 2020, które wciąż trudno mi pogodzić z moim doświadczeniem Amsterdamu. Przedstawia Keizersgracht około godziny 10 rano, z środka mostu w pobliżu skrzyżowania z Leidsestraat. Powierzchnia kanału jest nieruchoma, odbijając rząd szczytowych domów na przeciwległym brzegu. Nie ma wycieczkowców. Nikogo innego na moście. Żadnych rowerzystów na poniższym pasie. Jeden rowerzysta jest widoczny w dalekiej odległości, znikając za zakrętem.

W czterech poprzednich wyjazdach do Amsterdamu nigdy nie widziałem pierścienia kanałowego tak wyglądającego. Nawet na początku grudnia, nawet o 8 rano, zawsze były wycieczkowce na biegu jałowym, rowerzyści jadący trójkami, kolejka przed Domem Anny Frank sięgająca z powrotem do Westerkerk. Nieobecność była totalna i głęboko dziwna.

To był koniec maja 2020 roku. Holandia wprowadziła środki dystansowania społecznego w marcu i jeszcze nie otworzyła muzeów ani gastronomii. Byłem rezydentem, nie turystą, dlatego w ogóle tam byłem. To, co widziałem przez te tygodnie, była wersja Amsterdamu, do której goście rzadko mają dostęp, nawet w najmniej zatłoczonych sezonach miasta.

Co odkryło puste miasto

Pierwszą rzeczą, którą zauważasz, gdy warstwa turystyczna zostaje usunięta, jest to, jak miasto brzmi. Amsterdam normalnie ma specyficzny dźwięk otoczenia: miękkie stukanie silników łodzi na kanałach, dzwonek tramwaju na skrzyżowaniach, dziesiątki języków nakładających się na siebie. W maju 2020 roku kanały milczały. Tramwaje kursowały według ograniczonego rozkładu. Jedynym językiem, który słyszałem na ulicach wokół Jordaan przez większość poranków, był niderlandzki.

Drugą rzeczą, którą zauważasz, jest to, jak lokalna jest infrastruktura. Targ Albert Cuyp w De Pijp — normalnie pełen mieszanki turystów i mieszkańców — działał w ograniczonej formie tylko dla rezydentów, z dystansowaniem egzekwowanym przez handlarzy. Sklepy, które pozostały otwarte, to te obsługujące faktyczną okolicę: piekarnie, apteki, sklepy żelazne, turecki sklep spożywczy przy Kinkerstraat bez angielskiego szyldu, bo nigdy go nie potrzebował. Kawiarnie i restauracje, które były zamknięte — zasadniczo wszystkie — były w swojej nieobecności bardziej wyraźnie turystyczną gospodarką, jaką częściowo były, a nie instytucjami sąsiedzkimi, za jakie się uchodziły.

Jordaan był cichszy niż kiedykolwiek wcześniej. Bez gości przemieszczających się z Domu Anny Frank na targ i dalej, dzielnica ujawniła siebie jako to, czym faktycznie jest: obszar mieszkalny, gdzie ludzie żyją, ze wszystką zwykłą teksturą obszaru mieszkalnego. Rowery dziecięce przywiązane przed drzwiami wejściowymi. Starcy na ławkach. Zapach obiadu gotowanego w oknach otwartych ponad kanałem.

Dzielnica Muzeum w lockdownie

Dzielnica Muzeum była być może najdziwniejsza. Rijksmuseum, Muzeum Van Gogha, Stedelijk i Moco Museum były wszystkie zamknięte. Museumplein — zwykle jeden z najbardziej ruchliwych placów turystycznych w Europie Północnej — miał kilku biegaczy i parę osób rzucających frisbee. Litery I amsterdam, które normalnie mają stałą kolejkę osób na nie wchodzących, zostały usunięte poprzedniego roku — gest gminy w kierunku zarządzania nadturystyką — ale ich nieobecność w tamtym momencie czuła się bardziej przejmująca niż zwykle.

Spacer przez Dzielnicę Muzeum bez instytucji, która ją definiuje, jest lekcją tego, jak charakter miejsca jest konstruowany. Architektura jest. Vondelpark jest, a w rzeczywistości bardziej zatłoczony niż zwykle, bo Amsterdamczycy bez innych dostępnych zajęć nieustannie z niego korzystali. Ale cel tej okolicy — powolna kolejka do wejścia do Rijksmuseum, słuchawki audioprzewodnika, pocztówki ze Strażą Nocną Rembrandta — był całkowicie zawieszony.

Jak wyglądało miasto dla mieszkańców

Holenderska dziennikarka, z którą rozmawiałem w tym okresie, opisała to jako „widzenie pokoju z wyniesionym umeblowaniem”. Żyła w Amsterdamie całe życie i stopniowo zaakceptowała obecność turystów jako stały element krajobrazu miejskiego. Jej usunięcie nie ujawniło lepszego miasta, powiedziała, tylko inne — mniejsze w odczuciu, bardziej prowincjonalne, mniej kosmopolityczne w specyficzny sposób, w jaki turystyka tworzy kosmopolityzm, który jest kosmopolityzmem powierzchni i języków, a nie prawdziwej wymiany.

Centrum Amsterdamu bez turystów to miasto około 900 000 ludzi, którzy toczą swoje życie w języku, którego prawdopodobnie nie znasz, w krajobrazie społecznym, który kształtował się przez wieki i obejmuje cię tylko wtedy, gdy jesteś gotów do wysiłku. Jest interesujące w sposób, w jaki wszystkie zwykłe życia są interesujące, jeśli zwracasz uwagę. Nie jest to wersja miasta, którą infrastruktura turystyczna jest zaprojektowana ci pokazać.

Co to zmieniło w moim myśleniu o odwiedzaniu miast

Widzenie turystycznego miasta bez turystów zmienia to, co zauważasz podczas przyszłych wizyt. Wizyta w muzeum, która teraz wydaje się mniej oczywistością, a bardziej wyborem. Restauracja, która jest teraz świadoma, że obsługuje jednocześnie zarówno stałą populację, jak i tymczasową. Ulica, która ma lokalną funkcję — trasa szkolna, trasa dostaw, punkt spotkań społecznych — przez którą szedłeś nie rejestrując tego.

Na kolejnych wyjazdach zacząłem bardziej zwracać uwagę na części Amsterdamu, które nie zostały przekonfigurowane dla gości. Ulice na wschód od Amstela w kierunku Amsterdamu Oost. Mieszkalna północna część Jordaan, powyżej Brouwersgracht. Noord, po drugiej stronie IJ, które jest w trakcie powolnej transformacji, która jeszcze się nie skończyła.

Przewodnik po historii Amsterdamu dostarcza użyteczny kontekst do zrozumienia, dlaczego turystyczna infrastruktura miasta rozwinęła się tam, gdzie się rozwinęła — w XVII-wiecznym pierścieniu kanałowym, wokół XIX-wiecznego pasa muzealnego — i dlaczego inne części miasta są ledwie wymieniane w literaturze turystycznej, mimo że są duże i zamieszkane.

Kilka rzeczy, które naprawdę tęskniłem

Muzea, oczywiście. Szczególna przyjemność rejsu kanałowego po ciepłym wieczorze, która nie polega na niczym bardziej skomplikowanym niż bycie na wodzie i oglądanie starych budynków w dobrym świetle. Rejs kanałowy z audioprzewodnikiem to rodzaj rzeczy, które łatwo traktować jak oczywistość, gdy są dostępne, i których tęskni się konkretnie, gdy ich nie ma.

Kultura gastronomiczna. Energia targów żywnościowych. Cała społeczna tekstura miasta, które pod turystyczną nakładką jest naprawdę dobre w rzeczach, po które ludzie podróżują — sztuka, architektura, jedzenie, woda, jazda rowerem, pewne północnoeuropejskie światło.

Wszystko wróciło. Do 2021 roku muzea ostrożnie się otwierały, rejsy kanałowe znów kursowały, Museumplein miało znowu zwykłą gęstość odwiedzających. Ulice wokół Damrak znów były głośne. Rzeczy, które zaginęły w tamtym cichym maju, są znów dostępne i warte używania.

Gdy tam jesteś, z tłumami i silnikami łodzi i ośmioma nakładającymi się językami: ciche miasto było tam przed przybyciem gości i będzie tam po ich odejściu. Radzi sobie dobrze. Odwiedzasz je, a nie je ratujesz, co jest właśnie tak, jak powinno być.

Przewodnik po najlepszym czasie na wizytę w Amsterdamie przegląda pełen sezonowy zakres miasta — od szczytów nadturystyki w lipcu i sierpniu do względnej ciszy w styczniu — z uczciwymi uwagami na temat tego, co się zmienia, a co pozostaje takie samo.